Kliknij !



Sekretarze

Sekretarze
Kliknij!

Wybierz język!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 kwietnia 2011

powrót do domu cz.1

hej pandy
Dziś opowiem wam co mi się przydarzyło Rok temu.

Pewnego dnia, gdy Patrzyłem w teleskop i zachwycałem się widokami...
Spadłem z Wulkanu.








Kiedy się obudziłem byłem w pewnym lesie. Było to bardzo dziwne.
Zobaczyłem tam pewne przejście w drzewie.
Nie myśląc jakie to mogło mieć konsekwencję weszłem do drzewa.
Kiedy już wyszłem z drzewa znalazłem się w nieznanej krainie.W nieznanym miejscu.

(kliknij żeby powiększyć )
Wyglądało te miejsce jak Sala skarbów.!
Wiedząc że to pułapka wyszedłem z miejsca pełnego błyskotek i Złota.
Uciekałem i Uciekałem.!
Zatrzymałem się obok basenu żeby odpocząć.

Wtedy zobaczyłem wyjście.!

Nie czekając na znak,wyszłem.
Kiedy wyszłem,zobaczyłem że nie jestem sam,była to bardzo
rozwinięta kraina,ze śniegiem , sklepami restauracjami i innymi.

Nie odczuwałem niebespieczeństwa i poszedłem na pizze.
Jedzenie tam było bardzo drogie.
w przeciwieństwie od Panfu.
Potem poszedłem na Kawę.
Poznałem tam wspaniałego kolegę: Jinxa.
Było tam bardzo fajnie.!
Rzucaliśmy się śnieżkami i budowaliśmy bałwany.
Pewnego dnia,kiedy z Jinxem poszliśmy na pizze,zatrzymał nas
pewien starzec,mówił że jest z Agencji.Na początku mu nie wierzyłem.
Nie wiem dlaczego ale jego twarz była mi znajoma.
Zapytałem się go o imię i nazwisko. A on opowiedział.:
- Adam Panfu.
Kiedy to usłyszałem,łza zleciała mi z oczu.
Przypomniały mi się Dawne Opowieści mamy z dzieciństwa.
Był w Nich Adam Panfu.Był on jej tatą,a jeśli on był jej tatą to ja jestem jego wnukiem.
Wytłumaczył mi sprawę że jak miał 32 lata,to Tak samo jak ja,tu wylądował.
Jedynym problemem było to że ... Nigdy się stąd nie wydostał.
Żeby mi poprawić humor,zabrał mnie i Jinxa Na partyjkę hokeja.
Świetnie się bawiłem.!
Wieczorem,kiedy kładłem się spać,dziadek do mnie podszedł i powiedział:
- Wnuczku,zrobię wszystko żeby cie stąd wydostać.
Następnego dnia,wyruszyliśmy na poszukiwania przejścia na panfu.


Ciąg dalszy nastąpi.

Wasz sekretarz :







niedziela, 20 lutego 2011

Jak w lekarza się zabawiłam i nie wyszło mi to na zdrowie- część 2.

Rozdział 1 część 2.
...Stanęłam przed zamkiem i popatrzyłam na góry.
- Ciekawe jak mam je przebyć?- spytałam siebie samą.
- Lepiej wejdę do zamku, bo jeszcze lisek zachoruje.
Odwiedziłam Kamarie.
- Kamario ty zawsze masz genialne pomysły! Pomóż mi! Chciałabym przebyć te góry łączące Bitterlandie i Panfu- powiedziałam do Kamarii popijając herbatę z bambusa.
- Ale po co do diaska chcesz je przebyć?- spytała mnie czarodziejka.
- Na Bitterlandii rośnie kwiat snów. Muszę go zerwać, żeby uratować moją przyjaciółkę. Otrułam ją silnym środkiem usypiającym EsycyliąMariune.
Może wiesz coś o tym?
- Tak wiem.
Kamaria zaczęła opowiadać mi niezwykłą historię.
Rozdział 2
Dawno temu żyli sobie dwaj potężni magowie Krystian i Gaja.
Mieszkali na wyspie zwanej Hogerią. Panował na niej zły król Hogard.
Pewnego deszczowego dnia Krystian i Gaja zostali wezwani do pałacu.
Przyszli i stanęli przed tronem Hogarda.
- Mam dla was wspaniałe ciasto! Zjedzcie je!- powiedział Hogard.
Kristian i Gaja byli trochę zdziwieni, ale rozkaz to rozkaz. Zjedli po kawałku i...
zasnęli. O zatruciu dowiedziała się cała wyspa. Pewna panda o imieniu Farien postanowił uratować czarodziejów. Wiedział czym zostali otruci i jakie jest lekarstwo, bo znał się na medycynie. Poleciał na Bitterlandię w poszukiwaniu kwiatu snów. Przeleciał przez góry, morza i wyspy. Wylądował w dziwnym lesie.
Wszędzie można było czuć magię. Gdy wszedł do niego, wyskoczył straszny potwór i porwał go. Farien przez 7 lat żył w straszliwych męczarniach. Gdy miał już 38 lat postanowił zabić potwora. Otruł go ziołami śmierci i uciekł. Przez tydzień szukał kwiatu zmęczony, słaby i głodny. Nagle natrafił na zieloną ścieżkę porośniętą różnymi niesamowitymi kwiatami. Przechodząc przez nią Farien oglądał wszystkie dzikie drzewa i grzyby. Na końcu ścieżki zauważył złoty kwiat w niebieskiej poświacie lewitujący nad skałą. Podszedł do niego, gdy nagle wyskoczył lew... lew z twarzą kobiety. A był to Sfinks strzegący kwiatu.
- Odpowiedz poprawnie na moje pytanie, a będziesz mógł zabrać jeden skarb z magicznej polany. Jeżeli jednak odpowiesz źle będę musiała cię zabić.- powiedziała.
Farien zamyślił się i podjął wyzwanie. Sfinks oznajmił zagadkę:
Pół życia ci zajmuje, każde stworzenie tego potrzebuje. Dzięki niemu zadowolony z życia jesteś.
Farian zaczął myśleć. Zajęło mu to 6 minut. W końcu powiedział.
- Potrzebne dla wszystkich jest pożywienie, ale nie to nie jest odpowiedź! Oprócz jedzenia potrzebujemy... - pomyślał, aż w końcu wyrzucił- snu!
Sfinks uśmiechnął się i odszedł. Farian podbiegł do kwiatu i złapał go za łodygę.
Nagle wszystko zaczęło się rozmazywać. Otworzył oczy i znalazł się w swoim domu. Pobiegł do grobów Kristiana i Gai, odkopał je wyjął ciała i położył na nich po płatku kwiatu snów. Kristian i Gaja obudzili się z wiecznego snu i mianowali Fariana nieśmiertelnym czarodziejem. Farian pomagał wszystkim pandą i zdobył uznanie mieszkańców wioski. Król Hogard uciekł, a na tronie zasiadła jego dobra córka Rita.


piątek, 18 lutego 2011

Jak w lekarza się zabawiłam i nie wyszło mi to na "zdrowie"- część 1



Dzisiaj z samego rana pobiegłam do liska.
Był już zdrów więc opuścił szpital. Pielęgniarka dała mi wspaniały strój lekarski no i... od tego wszystko się zaczęło.
Umówiłam się z moją przyjaciółką, o 11 w szpitalu. Miałyśmy zabawić się w "pacjenta i pielęgniarkę". Kazałam przyjaciółce położyć się na łóżku i po chwili zaczęły się badania i operacje.

Wzięłam z półki wodę i wlałam ją do szklanki po czym oddałam ją "pacjentce". Za późno zorientowałam się, że był to silny środek usypiający. Przyjaciółka zaczęła się kiwać, głośno ziewnęła i padła na poduszki.
Z jej łapki wyleciała szklanka i rozprysła się na tysiące kawałeczków szkła.
Przestraszona nie na żarty zabrałam z półki książkę i poczęłam wertować stronice "Grubej księgi Medycyny- Tom 1". Po dłuższym czasie zerkania ukosa na przyjaciółkę i szukaniu odpowiedniej strony w końcu znalazłam obrazek usypiającej pandy z przypisaną nazwą "Esycytylia Mariune". Podążałam oczami
po tekście i znalazłam antidotum na tą truciznę. Był to kwiat snów rosnący tylko na... Bitterlandii wyspie złączonej z zielonymi łąkami i lasami Panfu na której panował zły czarodziej Evron:
- No nie tylko tego mi tu brakowało. Gorzej być nie może- powiedziałam do siebie.

A jednak mogło być gorzej! Rozpętała się straszliwa burza:
- No nic. Trzeba iść.
I poszłam, ale nie w kierunku Bitterlandii, ale do mojej chatki. Kanapki, kompas, lupę, płaszczyk, namiot do składania, książkę medycyny i coś do picia spakowałam do plecaka. Zabrałam ze sobą moją Foxille i ruszyłam w stronę ciemnych chmur Bitterlandii.

CDN

wtorek, 2 listopada 2010

Cz. 3 opowiadania pt. Spotkanie z mamą




Hej!

Czas na kolejną część opowiadania!

Nadeszła Niedziela. Mama siłą wyciągnęła mnie z łóżka. Prędko się ubrałam. Mama powiedziała zew dziś nie pójdziemy do kościoła (zamku). Minęło kilka długich godzin. Usiadłam przed komputerem i grałam. Zaczepiła mnie babcia i powiedziała ,, Widziałam jak wczoraj podsłuchiwałaś mamę jak rozmawiała. Pewnie jesteś ciekawa, o co chodzi. Masz ,,cukierek odwagi’’ i idź pytać.’’

Wzięłam cukierek połknęłam i poszłam zapytać. Zapytałam ,, Co się dzieje mamo?.’’ Mama dała mi pewną kartkę, na której pisało ze mój tata jest na panfu.

,,Tata? Jak to? Czemu mi o tym nie powiedziałaś?’’ Mama powiedziała, że tata dawno temu wyjechał do dżungli, bo na tym polegała jego praca. Kręcił filmy o zwierzętach. Nie wracał przez rok dwa i doszło do tego, że ja urodziłam się a jego nie było. Nie wiedziałam o tym, ale byłam łagodna dla mamy i ją zrozumiałam. Chciałam spotkać się z tatą, ale znów wyjechał do dżungli.

I to już koniec opowiadania.

Sekretarz Helmi.

Latarnia Włączona! Czy zaczyna się nowa przygoda?


Cześć! Czy widzieliście
błyski? Czy to latarnia włączona?
Nie wydaje mi się. Chyba ZEPSUTA.
Latarnia powinna się świecić, a nie kopać prądem ^.^.
Opowiem wam coś.


Dzisiaj przechadzałam się po Panfu.
Weszłam do lodziarni, zamówiłam loda i ruszyłam na plażę.
Pioruny raziły mnie w oczy.
Powstawały one w latarni. Rzuciłam loda na piasek, i weszłam do latarni.
- O nie- powiedziałam do siebie.
Teraz trzeba pokonać schody. Wspinałam się tak na górę z pół godziny.
W końcu byłam już na szczycie- Centrum wytwarzania tych dziwnych piorunów.
Chciałam wyłączyć światło, ale za to oberwałam prądem.
Cała czarna w rozszarpanych ciuchach wróciłam do domu.
Wszystkie zwierzątka bardzo się przestraszyły. Poszłam do łazienki, umyłam się, zabrałam laptop i pobiegłam na plaże jeszcze raz. Zrobiłam zdjęcie i zaczęłam pisać dla was tą notkę. Uważajcie! Was też może kopnąć prąd!
Pisała dla was:

środa, 27 października 2010

Spotkanie z mamą cz.2


Witajcie!

Czas na drugą część mojego opowiadania .

Nadszedł koniec zakupów. Było super! Powoli zbliżałyśmy się do obrotowych drzwi wyjściowych. Mama szła pewna siebie do przodu. W końcu gwałtownie zatrzymała się i patrzyła na wystawę z ubraniami męskimi, ale po chwili kazała mi iść do przodu i się nie zatrzymywać. Co jakiś czas oglądałam się za siebie upewniając się czy mama na pewno idzie za mną. Kilka minut później byłyśmy już w domu. Zapytałam mamę, co stała się w centrum handlowym, ale mama nie odpowiedziała mi. Pytałam o to jeszcze trzy razy, ale… Wieczorem postanowiłam porozmawiać z mamą. Pewnym krokiem poszłam do kuchni i usłyszałam, że mama rozmawia przez telefon: ,, Mówiłam ci żebyś tu nie przyjeżdżał. Tu mieszka moja córka i jak ja jej wytłumaczę…’’ Dalej już nie usłyszałam, bo wycofałam się do mojego pokoju. Całą noc myślałam, co może się dziać. Nadeszła niedziela…

CDN.

Pisała Sekretarz Helmi

poniedziałek, 25 października 2010

Spotkanie z mamą!



Hej!

Wiem! Dawno nie pisałam! Przepraszam. Byłam na urlopie.Ale mam dla was opowiadanie! Czytajcie uważnie.

Piątek był jednym z najlepszych dni jednego tygodnia października. Nareszcie mogłam odpocząć. Przez cały tydzień uczyłam się do klasówek. W piątek już cieszyłam się, że to już koniec tej udręki. Weszłam do mojej chatki i tam przywitała mnie mama, która wróciła z Panfajów. Stanęłam w drzwiach jak wryta. Ze zdziwieniem zapytałam ,, Mama?’’ Mama podbiegła i mnie uściskała tak mocno. Jeszcze nikt tak mocno mnie nie uściskał! Dotąd opiekowała się mną babcia.

Przegadałam z mamą cały wieczór. Zasnęłam obok niej. Rano obudziłam się, ale już sama. Mama zawołała mnie do kuchni na śniadanie. Oczywiście zjadłam całe, bo taki nawyk wyrobiła we mnie babcia. Mama po jakimś czasie zaproponowała mi sobotnie zakupy na sąsiedniej wyspie. Zgodziłam się.

Wsiadłyśmy do łódki i wyruszyłyśmy. Dopłynęłyśmy zaledwie po 5 minutach. Po chwili byłyśmy już w wielkim centrum handlowym. Było tak wielkie że moje oczy nie zdołały go objąć. Brałyśmy do koszyka wszystko, co nam się podobało. Nadszedł koniec zakupów.

CDN.

Pisała dla was sekretarka Helmi.