Kliknij !



Sekretarze

Sekretarze
Kliknij!

Wybierz język!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sekretarz openbk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sekretarz openbk. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 listopada 2010

Posąg pandy z lodu chcemy, więc od New Item go dostajemy!


Dziś warto się udać podziemnej siedziby Profesora Bookworma, ponieważ to właśnie tam można zdobyć całkiem nowy posąg jeżdżącej na łyżwach pandy. Niecodzienny widok?
Jest to bardzo ciekawa rzeźba, ponieważ została wykonana w bryle lodu. Jak wiemy lód to kruchy materiał, więc składam jeszcze większe ukłony do twórcy tego przepięknego tworu plastycznego wykonanego w interpretacji współczesnej. Pozostało tylko pytanie: Gdzie to cudo postawić? Otóż najlepszym miejsce byłaby okolica lodówki, aby dzieło się nie roztopiło, choć równie dobrze może się spisać balkon - w końcu na nim jest bardzo zimno.
Posąg bardzo pasuje do chatki z misji o wielkiej suszarce. Nie należy go stawiać na środku pokoju - lepiej w kącie. Ale pamiętajcie o najważniejszych dwóch rzeczach:
  1. Uważajcie, aby Wasze zwierzaki nie przylepiły sobie języków do rzeźby,
  2. Nie stawiajcie lodu na telewizor, radio ani inne urządzenie elektryczne, ponieważ wtedy spięcie i niebezpieczeństwo murowane!

Ubranka stare i prezenty nowe - połączenie wybuchowe!


Witam Was Wszystkich!
Już od niepamiętnych czasów "niezłote" pandy mają możliwość kupienia ubranek, co równa się byciu na topie, za tzw. SMS. Mało pand wie jak to się dzieje, że ubranka z katalogu w mgnieniu oka możemy już założyć. Takie nowe "okazje" pojawiają się mniej więcej dwa razy w tygodniu. Dzisiaj również zauważyłem podobną rzecz. Był to strój dziewczęcy, ale nieodpowiedni na porę roku, którą teraz mamy lub będziemy mieli. Ubranie było wykonane na późne lato, ale na pewno nie na zimę! Czy jednak będziemy mieli to komukolwiek za złe? Najważniejsze jest to, że teraz możemy się ładnie ubrać, bo, co prawda ubranie spóźnione, ale bardzo ładne. Lecz nie wolno zapominać o drugiej części oferty. W końcu dobrze jest mieć ubranka, ale przydatne są też meble. Te znowu są spóźnione - bardzo kwieciste. Może pandy oferujące dane produkty myślały już o wiośnie? Dobrze mieć optymistyczne nastawienie. Na pewno będzie się wygodnie siedziało na miękkiej sofie lub przy stoliku z filiżankami. Nie to jednak jest dziwne; dziwna jest niewielka filiżaneczka przerobiona na taboret. Wygląda na wygodny i ekskluzywny, ale czy taki jest w rzeczywistości? Po prostu należy zadzwonić pod podany w katalogu numer, zamówić, zapłacić i wypróbować. Kto wie, może to właśnie Ty zostaniesz kolejną miss piękności lub to właśnie Twoja chatka zostanie wybrana najpiękniejszą na Panfu?

niedziela, 21 listopada 2010

Konkurs zimowy

Za zgodą Redaktor Naczelnej robię nowy konkurs. Nie jest on trudny, lecz potrzeba wiedzy o... zimie. Po prostu trzeba zaznaczyć kilka odpowiedzi, a może przy okazji się coś wygra?

Zasady:
  1. Trzeba otworzyć link podany poniżej i pozaznaczać dobre - według ciebie - odpowiedzi.
  2. Nie wolno ściągać i sobie nawzajem pomagać.
  3. Nie wolno korzystać z internetu, encyklopedii, pomocy osób trzecich, itd.
  4. Konkurs trwa od 21 listopada do 5 grudnia godz. 15:24.
  5. I miejsce otrzyma osoba, która jako pierwsza odpowiedziała poprawnie na wszystkie pytania.
I to tyle zasad. Teraz pozostaje tylko rozwiązanie testu!

piątek, 12 listopada 2010

Latarnię zrobić chcemy? To proste! Dobrze o tym wiemy!

Pewnie większość pand już wzięła udział w pochodzie z okazji święta świętego Marcina. Jednak czy macie własnoręcznie zrobione lampiony? Jeśli nie, to zaraz podam Wam instrukcję. Zobaczycie, że to nie takie ciężkie!

Rzeczy potrzebne do zrobienia lampionu:
  • pudełko po serze,
  • kartki pergaminowe,
  • nożyczki,
  • taśma klejąca,
  • kawałek drutu.
Sposób robienia:

1. Na samym początku musisz przeciąć pudełko na dwie połowy. Z górnej części wytnij nożyczkami okrąg.
 

2. W bezchmurną, księżycową noc weź kawałek pergaminu (może być kolorowy), tak aby jego długość szczelnie otaczała dolny kawałek pudełka. Wysokość dobierz według upodobania.

3. Następnie przypasuj górę pudełka po serze do górnej krawędzie lampionu. Później obie części pudełka ze sobą za pomocą taśmy klejącej.


4. Krawędzie musisz przymocować mocno, aby światło nie mogło "uciec" z lampionu.


5. To już prawie koniec! Teraz wystarczy zamocować drut, który będzie odpowiedzialny za trzymanie, do latarni.


6. Teraz drut należy nałożyć na kij. Aby lampion zadziałał potrzebne jest jeszcze tylko jakieś światło! Można użyć elektrycznej lampy na dolnej ściance latarni lub posłużyć się słońcem, księżycem, bądź gwiazdami!


Gotowe! Teraz już można chodzić z lampionem w pochodzie, lecz także w czasie adwentu, podczas rorat! 
Ciekawe, czy Wasze lampiony będą tak samo udane jak te na rysunkach, czy może jeszcze bardziej? Przekonamy się niedługo!

Pozdrawia "oświecony"
openbk!


sobota, 30 października 2010

Nauczkę jednak dostałem, a tak bardzo jej nie chciałem!


Jeśli nie przeczytałaś/-eś pierwszej części opowiadania, to kliknij TU.
Jeśli nie przeczytałaś/-eś drugiej części opowiadania, to kliknij TU.

   Musiałem przestać się zastanawiać nad kartami choroby moich przyjaciół, ponieważ ktoś szedł w moją stronę. Nie wiedziałem gdzie się ukryć, przecież byłem na otwartej przestrzeni. Co miałem zrobić? Wskoczyłem na ścianę i zaczaiłem się tam na moich teoretycznych wrogów. Okazało się, że to był zły Doktor Banboo (mój największy wróg, który umiał zmieniać kształty oraz umiał wykorzystać siłę swojego umysłu do tworzenia wymyślnych, ale silnych maszyn, w celu zawładnięcia nad całym Panfu ). Postanowiłem wykorzystać na nim całkiem nowy spray od Profesora Bookworm. Potrafił on zamienić pandę w kawałek lodu na jakiś czas. Kiedy nadszedł razem z jego sługusami, szybko na niego skoczyłem i spryskałem płynem. Zamienił się w lód i wszyscy żyli długo i szczęśliwie...
   ...ale w moich snach, bowiem okazało się, że Doktor Banboo uwięził mnie w "maszynie rentgenowskiej", która tak naprawdę była sprzętem do robienia prania mózgu. Banboo miał zamiar zawładnąć całym światem, światem zombie-pand. Musiałem go szybko powstrzymać, ponieważ zamienił już kilka światów. Zaraz miał uruchomić swoją maszynę i zamienić mnie w wiernego służącego, lecz w tej chwili zjawili się moi przyjaciele! Wyglądali trochę dziwnie. Mieli peleryny i maski, lecz i tak mogłem ich rozpoznać. Kiedy już liczyłem na uwolnienie mnie przez nich okazało się, że to kolejni zombie Doktora Banboo. Musiałem zacząć szybko działać - pasy, którymi byłem związany coraz bardziej się wpijały. No i wtedy przypomniałem sobie o moich "skarbach", czyli o dziwnym białym kawałku materiału i o ostrym gipsie. Użyłem go do przecięcia lin wiążących mnie. Musiałem zaczekać aż wszyscy odejdą. Niestety tak się złożyło, że Doktor Banboo zapomniał czegoś i wrócił po to. Niestety znów mnie złapali.
   Już mnie [znów] mieli zamienić w bezmyślne zombie, kiedy... obudziłem się w domu. Okazało się, że to wszystko to był tylko zły sen. Poprzedniego dnia zjadłem chyba za dużo słodyczy i tak się stało. Na szczęście moi przyjaciele nie zawiedli i odwiedzili mnie. I mam nauczkę na przyszłość, żeby nie jeść słodkości przed snem.
The end, ale czy na pewno?

Już niedługo kolejna część mojej opowieści!

sobota, 23 października 2010

O Przyjaciół się bałem, tym razem nauczki nie dostałem!

Jeśli nie przeczytałeś/-aś pierwszej części, to kliknij TUTAJ.

Tydzień z ręką w gipsie już minął, więc połowa czasu była za mną. Jak dotąd przyjaciele odwiedzali mnie codziennie. Nigdy się z nimi nie nudziłem, ponieważ jak się nudzić z najwspanialszymi ludźmi na świecie? Gdy bardzo mi się nudziło przychodzili i graliśmy w chińczyka. Gdy to nam się znudziło przyszła pora na telewizję. Potem znów gry planszowe, a na koniec książki. No i czy można było się nudzić? Odpowiedź brzmi: "Nie".
Nastał chyba najgorętszy dzień wakacji. Czekałem na towarzyszów i czekałem. Nikt nie zbliżał się do mojej chatki, a było już południe. Zdziwiło a zarazem przestraszyło mnie to. Postanowiłem nie usłuchać rad lekarza i pójść ich poszukać. Nie wiem co by się ze mną stało gdyby nie przyjaciele. Możliwe, że zamieniłbym się w kogoś takiego jak Krucio-zły czarnoksiężnik. Ta myśl coraz bardziej wspierała moje postanowienie; już nie było siły, która by mnie powstrzymała. I ruszyłem w drogę...
Na samym początku poszedłem spytać się Kamarii czy coś dziwnego zauważyła. Niestety musiała przecząco pokiwać głową. Teraz postanowiłem pójść ich poszukać w Mieście. Niestety nie znalazłem ich tam, ale znalazłem poszlakę. Był to kawałek jakiegoś białego, łatwo kruszącego się "kamienia". Postanowiłem się spytać Pandabeara czy wie co to za "skała".

Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Nie zastałem jednak go w Barze. Wybiegłem i spytałem się Rybaka czy wie gdzie poszedł właściciel lokalu. Staruszek znał odpowiedź. Pandabear poszedł do Baru Pomponów rozmienić pieniądze zapewniając, że nie wróci przez kilka minut. Bardzo mi się nudziło, więc postanowiłem zejść do podziemi i go poszukać. Szedłem tak w labiryncie, przez rzekę lawy i przez podłogę z kolorami. Wszystko by odnaleźć przyjaciół. Udało się! Znalazłem się w Barze Pomponów razem z Piratem. Spytałem się czy wie co to za "kamień". Oczekiwałem z napięciem na jego z pewnością poprawną odpowiedź i dowiedziałem się, że to jest... nie wiem. Tak! Przechodziłem przez te wszystkie miejsca, żeby się dowiedzieć "nie wiem"! To potworne! Na szczęście Pandabear kazał mi się spytać Dr Feelgood. Tak właśnie uczyniłem, ale najpierw musiałem przejść znowu przez ten cały labirynt.
Uff... Nareszcie się udało - pomyślałem. Teraz wystarczy się spytać Dr Feelgood co to jest - powiedziałem pełen zapału. Szybko pobiegłem do Szpitala poprzez Plażę. W drodze znalazłem kolejną poszlakę - kawałek białego płótna. W tej samej chwili zobaczyłem przed lecznicą doktora. Spytałem się go co to za "skała" i płótno. Na pierwsze pytanie odpowiedział mi: "kawałek gipsu", a na drugie "nie wiem. Nie plątaj się koło Szpitala!". Zapytałem się czemu, lecz odpowiedzi nie otrzymałem. Postanowiłem sobie, że odnajdę przyjaciół, więc nie mogłem się poddać. Przeszedłem niepostrzeżony koło lekarzy i wślizgnąłem się do ambulatorium. Znalazłem tam kartę zdrowia moich towarzyszy zabaw. Coś mi tu nie pasowało, ale co? O tym dowiecie się za tydzień!
The end!

Mam nadzieję, że ta historia się Wam podobała. Za tydzień lub wcześniej kolejna część wakacyjnych opowieści, ale tym razem będzie ona dużo straaaszniejsza.
Do napisania!

piątek, 15 października 2010

Roztargniony bylem, przez to sobie bigosu naważyłem


Na samym początku chciałem wszystkich przeprosić za to, że tak długo trzeba było czekać na to moje opowiadanie. Postaram się pisać częściej, ale nie zawsze się to będzie udawać.

A teraz chciałem opowiedzieć Wam pewną wakacyjną historię:

Był ciepły letni poranek. Myślałem, że to będzie dzień jak co dzień, ale się wielce myliłem.
Wstałem o 8:00, jak zwykle w wakacje. Szybko zjadłem śniadanie, umyłem się, a potem ubrałem. Chwilę później pobiegłem do Miasta po gazetę. Tego dnia byłem bardzo zamyślony, więc ciągle na coś wpadałem lub się przewracałem. Myślałem o każdej rzeczy tylko nie o biegu. Bardzo mnie zdziwił mój brak koncentracji, ale w tym momencie coś innego zaprzątało moją głowę, a mianowicie brak pand na ulicach, w domach i również w sklepach. Tylko od czasu do czasu spotykałem jakiegoś przechodnia. Każdego pytałem się o powód braku ruchu na drogach. Niestety tylko jedna przyjazna pani opowiedziała mi o wielkich zawodach w piłce nożnej, w których główną nagrodą był Puchar Miasta. Totalnie o nich zapomniałem, a miałem przecież ćwiczyć z moją drużyną! I co ja miałem zrobić?
Pobiegłem ile miałem sił w moich pandzich łapkach na Boisko z myślą, że mój mecz kwalifikacyjny się jeszcze nie rozpoczął. Miałem szczęście, bo moja drużyna się dopiero przebierała. Szybko zacząłem ubierać strój bramkarza, a przy okazji opowiedziałem całą historię przyjaciołom. Po prostu nie mogli w to uwierzyć.
Rozpoczął się pierwszy mecz. Broniłem w nim wszystkie strzały przeciwników i moja drużyna zwyciężyła. Podobnie było z pozostałymi spotkaniami.
I nareszcie rozpoczął się mecz finałowy. Podszedłem do niego z mieszanymi uczuciami: z jednej strony byłem szczęśliwy i zdziwiony, a z drugiej obawiałem się tego spotkania. Może jednak szczęście mi dopisze? - pomyślałem.
Minęła pierwsza połowa, a nadal było 0:0. Właśnie kończyła się przerwa i wchodziliśmy na murawę. Ledwo rozległ się gwizdek sędziego a ja znowu byłem rozkojarzony. Z tej mojej słabości skorzystał rywal i strzelił dwa gole, niestety, już nie do odrobienia...
Stało się. Moja drużyna przegrała 2:0 i to przeze mnie! Ale to nic. Przecież puchar za II miejsce też jest całkiem niezły, a w dodatku miała go wręczyć sama pani burmistrz.
Nadeszła chwila dekoracji medalistów. Ku mojemu zdziwieniu , trofea wręczała ta miła kobieta, którą spotkałem w Mieście. Okazało się, że to była właśnie pani burmistrz!
Niestety najgorsze w tym było to, że źle złapałem puchar i złamałem rękę. Przez to musiałem dwa tygodnie siedzieć w domu z ręką w gipsie! Na szczęście mam swoich przyjaciół, którzy odwiedzają mnie w zdrowiu i w chorobie. Tym razem także nie zawiedli.


The end!

I to już koniec mojej historii. Już niedługo spiszę kolejną część i pokażę Wam!
Do napisania!

niedziela, 3 października 2010

Cześć!

Hej! Jestem openbk i od tej chwili również będę prowadzić ten świetny Sekretariat!
Na początku chciałem podziękować Niuni182 za przyjęcie. Mam nadzieję, że się na mnie nie zawiedziesz :))

Teraz chciałem opowiedzieć coś o sobie. Na Panfu mieszkam już około 340 dni. Nie widać mnie zbyt często, a to dlatego, że wolę się uczyć lub rozmawiać z moimi najbliższymi przyjaciółmi. Kiedy już się jednak "wychylę", to na Pandamie lub Pandomonie.

Pewnie nie będę pisać zbyt wielu newsów, ale za to może będzie więcej  opowiadań? Kto wie?

Pozdrawiam i dobranoc!