Kliknij !



Sekretarze

Sekretarze
Kliknij!

Wybierz język!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szpital. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szpital. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 lutego 2011

Soque czuje się lepiej :).




Chyba już wiecie? Malutki Soque potrzebuje naszej pomocy w szpitalu!
Musimy go codziennie odwiedzać :). Po wczorajszym wypadku (spadałam ze spadochronu, i zapomniałam wcisnąć guzik dzięki któremu jakieś majtki wyskakują ;d) się nieźle potłukłam. Zabrali mnie do szpitala. Patrze, a tu zwierzaczek na łóżku płacze. Odwiedziła mnie moja przyjaciółka i zabrała mnie do rentgena. Nic mi się nie stało. Tak tylko żartowałam ;d. Przecież jestem hardckorem. Skończę z takimi słabymi rewolucjami. Będę spadać z księżyca ^^.
Biegnijcie do Soque. Po wczorajszej wizycie poczuł się dobrze. Dziś jest jeszcze lepiej. Przy okazji dajcie mu jakiś smakołyk :).
Już jutro będzie zdrów. Pozdrawiam!

Pomoc dla potrzebującego!

Dzień dobry pandy!
Mam zła wiadomość! Biedny pokopets Soque Carla skaleczył się pod czas wyprawy w góry! Ale biedak! Idźcie szybko do szpitala i odwiedzajcie go co dzień! Jeśli wyzdrowieje dostaniemy nagrodę! Ja już dziś go drugi raz odwiedziłem! A wy? Jak nie to szybko lećcie do niego!

Do następnego wpisu!




wtorek, 2 listopada 2010

W lasku obok obory,co się wydarzyło

Hej pandy!
Dziś poszłam do lasku obok obory.
Nagle usłyszałam głośne:
- Uuuu!
Przestraszyłam się i chciałam uciekac, ale zobaczyłam światło.
Odważnie poszłam w stronę światełka.
Zobaczyłam nietoperze.
A potem, pająka.
Wielkiego!
Zemdlałam.
Gdy się obudziłam,leżałam na trawie.
W lasku.
Obok mnie była Stella.
- Jakaś ty piękna...- wymamrotałam.
Bolało mnie kolano.
A pająk?
Stella chciała mówic, ale nie mogła.
Z góry zobaczyłam ptaka.
A na nim siedziała.... panda!
Okazało się, że panda wysłała Stelle żeby mi pomogła.
A było tak:
Przestraszyłam się pająka.
Nietoperz chciał go zjeśc, i mu się to udało.
Ale zahaczył o moje włosy.
Wtedy krzyknęłam i zemdlałam, moje kolano uderzyło w korzeń.
Poszłam do szpitala,
Pielęgniarka opatrzyła mi kolano.
Potem poszłam do chatki, bo musiałam odpoczywac.
Zjadłam tosta i wypiłam kakao,
Koniec;D
No to paaaaaaaaa;))

sobota, 30 października 2010

Nauczkę jednak dostałem, a tak bardzo jej nie chciałem!


Jeśli nie przeczytałaś/-eś pierwszej części opowiadania, to kliknij TU.
Jeśli nie przeczytałaś/-eś drugiej części opowiadania, to kliknij TU.

   Musiałem przestać się zastanawiać nad kartami choroby moich przyjaciół, ponieważ ktoś szedł w moją stronę. Nie wiedziałem gdzie się ukryć, przecież byłem na otwartej przestrzeni. Co miałem zrobić? Wskoczyłem na ścianę i zaczaiłem się tam na moich teoretycznych wrogów. Okazało się, że to był zły Doktor Banboo (mój największy wróg, który umiał zmieniać kształty oraz umiał wykorzystać siłę swojego umysłu do tworzenia wymyślnych, ale silnych maszyn, w celu zawładnięcia nad całym Panfu ). Postanowiłem wykorzystać na nim całkiem nowy spray od Profesora Bookworm. Potrafił on zamienić pandę w kawałek lodu na jakiś czas. Kiedy nadszedł razem z jego sługusami, szybko na niego skoczyłem i spryskałem płynem. Zamienił się w lód i wszyscy żyli długo i szczęśliwie...
   ...ale w moich snach, bowiem okazało się, że Doktor Banboo uwięził mnie w "maszynie rentgenowskiej", która tak naprawdę była sprzętem do robienia prania mózgu. Banboo miał zamiar zawładnąć całym światem, światem zombie-pand. Musiałem go szybko powstrzymać, ponieważ zamienił już kilka światów. Zaraz miał uruchomić swoją maszynę i zamienić mnie w wiernego służącego, lecz w tej chwili zjawili się moi przyjaciele! Wyglądali trochę dziwnie. Mieli peleryny i maski, lecz i tak mogłem ich rozpoznać. Kiedy już liczyłem na uwolnienie mnie przez nich okazało się, że to kolejni zombie Doktora Banboo. Musiałem zacząć szybko działać - pasy, którymi byłem związany coraz bardziej się wpijały. No i wtedy przypomniałem sobie o moich "skarbach", czyli o dziwnym białym kawałku materiału i o ostrym gipsie. Użyłem go do przecięcia lin wiążących mnie. Musiałem zaczekać aż wszyscy odejdą. Niestety tak się złożyło, że Doktor Banboo zapomniał czegoś i wrócił po to. Niestety znów mnie złapali.
   Już mnie [znów] mieli zamienić w bezmyślne zombie, kiedy... obudziłem się w domu. Okazało się, że to wszystko to był tylko zły sen. Poprzedniego dnia zjadłem chyba za dużo słodyczy i tak się stało. Na szczęście moi przyjaciele nie zawiedli i odwiedzili mnie. I mam nauczkę na przyszłość, żeby nie jeść słodkości przed snem.
The end, ale czy na pewno?

Już niedługo kolejna część mojej opowieści!

sobota, 23 października 2010

O Przyjaciół się bałem, tym razem nauczki nie dostałem!

Jeśli nie przeczytałeś/-aś pierwszej części, to kliknij TUTAJ.

Tydzień z ręką w gipsie już minął, więc połowa czasu była za mną. Jak dotąd przyjaciele odwiedzali mnie codziennie. Nigdy się z nimi nie nudziłem, ponieważ jak się nudzić z najwspanialszymi ludźmi na świecie? Gdy bardzo mi się nudziło przychodzili i graliśmy w chińczyka. Gdy to nam się znudziło przyszła pora na telewizję. Potem znów gry planszowe, a na koniec książki. No i czy można było się nudzić? Odpowiedź brzmi: "Nie".
Nastał chyba najgorętszy dzień wakacji. Czekałem na towarzyszów i czekałem. Nikt nie zbliżał się do mojej chatki, a było już południe. Zdziwiło a zarazem przestraszyło mnie to. Postanowiłem nie usłuchać rad lekarza i pójść ich poszukać. Nie wiem co by się ze mną stało gdyby nie przyjaciele. Możliwe, że zamieniłbym się w kogoś takiego jak Krucio-zły czarnoksiężnik. Ta myśl coraz bardziej wspierała moje postanowienie; już nie było siły, która by mnie powstrzymała. I ruszyłem w drogę...
Na samym początku poszedłem spytać się Kamarii czy coś dziwnego zauważyła. Niestety musiała przecząco pokiwać głową. Teraz postanowiłem pójść ich poszukać w Mieście. Niestety nie znalazłem ich tam, ale znalazłem poszlakę. Był to kawałek jakiegoś białego, łatwo kruszącego się "kamienia". Postanowiłem się spytać Pandabeara czy wie co to za "skała".

Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Nie zastałem jednak go w Barze. Wybiegłem i spytałem się Rybaka czy wie gdzie poszedł właściciel lokalu. Staruszek znał odpowiedź. Pandabear poszedł do Baru Pomponów rozmienić pieniądze zapewniając, że nie wróci przez kilka minut. Bardzo mi się nudziło, więc postanowiłem zejść do podziemi i go poszukać. Szedłem tak w labiryncie, przez rzekę lawy i przez podłogę z kolorami. Wszystko by odnaleźć przyjaciół. Udało się! Znalazłem się w Barze Pomponów razem z Piratem. Spytałem się czy wie co to za "kamień". Oczekiwałem z napięciem na jego z pewnością poprawną odpowiedź i dowiedziałem się, że to jest... nie wiem. Tak! Przechodziłem przez te wszystkie miejsca, żeby się dowiedzieć "nie wiem"! To potworne! Na szczęście Pandabear kazał mi się spytać Dr Feelgood. Tak właśnie uczyniłem, ale najpierw musiałem przejść znowu przez ten cały labirynt.
Uff... Nareszcie się udało - pomyślałem. Teraz wystarczy się spytać Dr Feelgood co to jest - powiedziałem pełen zapału. Szybko pobiegłem do Szpitala poprzez Plażę. W drodze znalazłem kolejną poszlakę - kawałek białego płótna. W tej samej chwili zobaczyłem przed lecznicą doktora. Spytałem się go co to za "skała" i płótno. Na pierwsze pytanie odpowiedział mi: "kawałek gipsu", a na drugie "nie wiem. Nie plątaj się koło Szpitala!". Zapytałem się czemu, lecz odpowiedzi nie otrzymałem. Postanowiłem sobie, że odnajdę przyjaciół, więc nie mogłem się poddać. Przeszedłem niepostrzeżony koło lekarzy i wślizgnąłem się do ambulatorium. Znalazłem tam kartę zdrowia moich towarzyszy zabaw. Coś mi tu nie pasowało, ale co? O tym dowiecie się za tydzień!
The end!

Mam nadzieję, że ta historia się Wam podobała. Za tydzień lub wcześniej kolejna część wakacyjnych opowieści, ale tym razem będzie ona dużo straaaszniejsza.
Do napisania!